W otarciu o śmierć . . .

Popołudniowy spacer zapowiadał się zupełnie inaczej... Ale zacznę od początku. Vivat po parku chodził bez smyczy. Jezdnia była pusta, nie było także psa. Gdy zobaczył Bazylego - psiaka, którego pierwszego dnia u nas zobaczył - automatycznie poleciał. Gdy wbiegł na jezdnię, pojawiła się taksówka. Nie hamując, potrąciła psa. Nawet się nie zatrzymał gościu żeby sprawdzić czy pies żyje. Wpadł tak idealnie pomiędzy kołami, że obeszło się bez rozjechania... Piszcząc zaczął uciekać. Musiał się jednak wysikać... Niestety zamiast moczu pojawiła się krew. Pędem do weterynarza - na szczęście, na przeciwko. Na jakiś czas zapadły mu się jądra - weterynarz pytał czy jest wykastrowany. Okazało się, że może mieć rozcięty pęcherz lub stłuczone nerki.

Najgorszy był szok. Teraz skacze, biega, cieszy się i normalnie pije. Temperatura w normie :)
Przez pięć dni antybiotyk, potem zobaczymy...

4 komentarze:

  1. Biedny Vivat ! : (
    Mam nadzieje że już za niedługo nie będzie śladu po wypadku : ))
    Trzymajcie się !
    Paula&Vicki

    OdpowiedzUsuń
  2. wow, biedy, powodzenia życzę i cieszę się, że piesek powrócił do zdrowia ;)
    Obserwuję, wpadniesz do mnie?? ^^ Liczę na rewanż :P

    OdpowiedzUsuń
  3. ojej ;<
    Taksówkarzowi gratuluję ... Pies mógł zginąć a ten pojechał
    dalej. Ach mam nadzieję że Vivat wyzdrowieję i będzie wszystko dobrze :)

    OdpowiedzUsuń